
Niedawno znalazłam bloga, w którym chłopak, tuż przed swoją
śmiercią pisał o uczuciach, tym samym żegnając się ze światem i swymi
najbliższymi...Spróbujcie postawić się na jego miejscu. Co byście zrobili,
gdybyście się dowiedzieli, że za parę tygodni umrzecie? Sądzę, iż z pewnością
wykorzystalibyście czas na naprawianie swoich błędów, może także
spróbowalibyście zrealizować swoje najskrytsze, dotąd niespełnione marzenia…
Ta sytuacja jest pełna współczucia… Jednym pocieszeniem jest
to, iż choć odszedł za młodu to nigdy nie zostanie zapomniany…Będzie wiecznie
mieszkał w sercach najbliższych oraz osób, które choć go nie znały to pokochały
czytając jego ostatnie zapiski z pamiętnika…
Nasuwa mi się mała refleksja…Jaki jest tak naprawdę sens
naszego bytu?...Wydaje mi się, iż żyjemy po to, aby znaleźć właściwą drogę
życia, uczyć się na błędach i na podstawie obserwacji dążyć do doskonałości
duchowej…Życie pozornie wydaję się długie…My, ludzie tracimy czas często na
błahe sprawy, jakimi jest użalanie się nad sobą i nad swoją egzystencją..
Zamiast tego powinniśmy wykorzystać go na dążenie do swoich życiowych celów i
okazywania pozytywnych uczuć swoim bliskim…Carpe diem…Zmieńmy nastawienie życiowe
na bardziej optymistyczne, więżąc, iż dzięki naszemu samozaparciu i chęci walki
z trudnościami losu nasza rzeczywistość może stać się bardziej kolorowa…Bądźmy
w pełni gotowi na śmierć, świadomi, iż jeśli odejdziemy z tego śwNiiata, to
patrząc obiektywnie na swoje życie, będziemy mogli powiedzieć, że przeżyliśmy
je najlepiej jak potrafiliśmy i z wielką godnością...