Bo miłość to prostytucja...


Umarłam dziś. Umarłam wczoraj. Umrę też jutro i za tydzień. Każdego dnia będę umierać w imię tej miłości. Każdego dnia będę zbierać plon, który we mnie zasiałeś. Każdego dnia będę wstawać i poetycko łkać. Nie chcę rozliczeń. Nie chcę niczego. Najchętniej wstałabym i zaszyła się w zakamarkach własnej samotności. Jestem ubogo-bogata w emocje. Ale wiara i nadzieja w drugiego człowieka powinna być skąpo ubrana. Mogłaby nawet zostać prostytutką. Zawsze to lepiej, gdy masz świadomość, że wyszła ona na ulicę z własnej woli i te wszystkie spojrzenia są codziennością i nawet już nie wzbudzają pogardy, bo wszyscy ją znają i wiedzą kim jest. Najgorzej jest wtedy, gdy wiara i nadzieja przyodzieją się po samą szyję, a później z każdym kolejnym dniem drugi człowiek coraz bardziej i bardziej eksponuje jej nagość. Aż pewnego dnia stoi ona na ulicy i pyta samą siebie "co ja tutaj kurwa robię?". Wszystkie twarze zwrócone ku niej. Każdy wzrok przeszywa ją na wylot. Śmiechy, wyzwiska, pogarda. Tak kończy się droga zwana zaufaniem. I już chyba lepiej żyć bez miłości i być taką prostytutką dla świata niż żyć z miłością, która uczyni Cię prostytutką dla samej siebie. Bo miłość to prostytucja. Dajesz siebie i otrzymujesz zapłatę. Tylko od tej drugiej osoby zależy czy będzie to szczęście czy ból. Czy zapłatą będzie uśmiech czy łzy. Miłość jest nieopłacalna. Zawsze na koniec miesiąca masz więcej strat niż zysków. Więc powiedz mi po co brnąć w to wszystko? Przecież sezon na samotność został już otwarty, a my jesteśmy zbyt dumni, by pokonać te wyżyny i zbyt mali, by dotknąć nieba.

1 komentarz:

  1. Bo miłość polega na tym aby więcej z siebie dawać.
    Tylko ze nie zawsze jest to doceniane przez drugą osobą. Dużo dajemy i chcemy dla tej drugiej osoby jak najwięcej a ona tego nie docenia. Wtedy tracimy motywację. I tracimy satysfakcję z całego związku.

    OdpowiedzUsuń