Księżniczka...



Żyła sobie raz księżniczka. Pewnego dnia spotkała swego księcia. Zakochała się tak jak zakochuje się tylko raz w życiu.

Pewnej nocy , siedząc już w swoim wielkim łóżku, rozmyślała i postanowiła dać mu prezent. Wyjątkowy. Taki, jakiego nikt jeszcze nie dostał. Wzięła swoje kruche serce i przedzieliła je na pół. Dokładnie na pół. Nie więcej , nie mniej. Jedną połówkę schowała w swojej piersi. Zabiło mniej niż kiedyś, ale księżniczka czuła że taki był los tego serca. By podzielić się nim kiedyś i by trafiło właśnie do niego. Drugą połówkę zapakowała starannie w piękne czerwone pudełko i posłała księciu przez swojego gońca.
Książe zdziwił się tym prezentem. Z jego bladego uśmiechu nie można było wyczytać co dokładnie myśli i czuje.
Od tej pory książę zaczął się oddalać od księżniczki. Dała mu dowód swojej miłości. Ofiarowała mu swoją połówkę serca. Stała się w jego oczach mniej atrakcyjna. Nie czuł potrzeby zdobywania jej już więcej. Miał ją już . Miał jej serce. Po co mu więcej?

Któregoś dnia książę zniknął z życia księżniczki. Od tej pory żyła tylko z jedną połówką serca. Nadal Go kochała.


Już zawsze miało tak być. Już nigdy miała nie odzyskać swojej drugiej połowy i już zawsze miała kochać tylko jego...

Równowaga naszego życia...




Najpiękniejszy uśmiech to taki uśmiech, który w jednej sekundzie staje się Twoim całym światem. To uśmiech rzetelny, delikatny, ale jednocześnie cholernie gorzki. Uśmiech to słońce naszego serca - im więcej bólu w nim nosimy, tym jaśniej się uśmiechamy. Każda porażka, zwycięstwo, radość, rozpacz to promyki naszych emocji. I mimo tego, że pragniesz wszystko zachować głęboko w sobie, Twoje ciało zdradza tajemnicę Twojej duszy. A oczy? Najpiękniejsze oczy to te, które przelały morze łez. To oczy, w których w jednej sekundzie potrafisz zobaczyć swoje całe życie, są jak magnes, który przyciąga Twoje serce, by zrodzić w Tobie największe pragnienie pożądania. Czemu o tym mówię? Bo skoro mamy miłość i nienawiść, smutek i radość, dzień i noc - to musimy również mieć uśmiech i łzy. Na tym polega równowaga naszego życia, raz spadamy na sam dół, by dostrzec to, czego wcześniej nie docenialiśmy, zaś nazajutrz wzbijamy się ku górze, by w końcu rozłożyć skrzydła i polecieć - ku przyszłości, marzeniom i szczęściu. I musimy to uszanować - uszanować prawa natury. Ludzki los jest wielką niewiadomą, lecz w naszych dłoniach staje się on życiowym drogowskazem. Czasem mamy ochotę zawrócić, czasem zabłądzimy czy obierzemy złą drogę... ale co z tego? Za wszelką cenę musimy iść przed siebie, dla własnego szczęścia, spełnienia, po to, aby odnaleźć w końcu swoje najcichsze pragnienia. Wiecie... moje życie to ciągła ucieczka, zdarza się, że pamięć o tym co było sprawia, że boję się tego co będzie. Nie potrafię spojrzeć w lustro i powiedzieć "jestem spełnionym człowiekiem" - od wielu lat jestem tylko samotnym podróżnikiem, który na próżno wydziera sobie serce z klatki, by odnaleźć swój eden. Raj nie istnieje to już wiem na pewno, ale czy niepewność nie jest czasem gorsza od nienawiści i bólu? Zupełnie nie wiem jakie plany ma dla mnie Bóg, a chciałabym móc w końcu powiedzieć, że nie boję się jutra, że kocham życie jakim jest, że pragnę za wszelką cenę iść dalej i tkwić w swoich wybujałych marzeniach tak głęboko, by po pewnym czasie poczuć powiew spełnienia na plecach. Zawsze, gdy piszę o sobie mam ciarki... to ze strachu, że wszystko co mnie otacza jest tylko wytworem wyobraźni. Ciągle budzę się w nocy ze smakiem naiwności na ustach i czuję... czuję tą piekielną gorycz, która wyjada moje uczucia ze środka, czuję pustkę, bo gdy zamknę tylko powieki, wydaje mi się, że już nie istnieję, że to koniec, że nie ma już mnie, nie ma tej odwiecznej walki ze światem o swoje szczęście, nie ma już nic, wszystko pryska. Pojawia się tylko czarna fala bólu, która knebluje mi usta... i nagle sekunda staje się wiecznością, wszystko traci swój sens i w momencie, gdy jesteś już gotowy na to, by ostatecznie odejść, pożegnać się ze wszystkim i pogodzić z losem - czujesz delikatny takt bicia serca. Wtedy na horyzoncie pojawia się ten promyk - promyk słońca zwany uśmiechem. Pojawia się i daje nadzieję - nadzieję na to, że nie wszystko stracone, że nie zatraciłam siebie, że jeszcze nie przegrałam i nie zgubiłam swojego "ja"... że mam szansę. Szansę na bycie lepszą, na bycie kobietą...

Bo miłość to prostytucja...


Umarłam dziś. Umarłam wczoraj. Umrę też jutro i za tydzień. Każdego dnia będę umierać w imię tej miłości. Każdego dnia będę zbierać plon, który we mnie zasiałeś. Każdego dnia będę wstawać i poetycko łkać. Nie chcę rozliczeń. Nie chcę niczego. Najchętniej wstałabym i zaszyła się w zakamarkach własnej samotności. Jestem ubogo-bogata w emocje. Ale wiara i nadzieja w drugiego człowieka powinna być skąpo ubrana. Mogłaby nawet zostać prostytutką. Zawsze to lepiej, gdy masz świadomość, że wyszła ona na ulicę z własnej woli i te wszystkie spojrzenia są codziennością i nawet już nie wzbudzają pogardy, bo wszyscy ją znają i wiedzą kim jest. Najgorzej jest wtedy, gdy wiara i nadzieja przyodzieją się po samą szyję, a później z każdym kolejnym dniem drugi człowiek coraz bardziej i bardziej eksponuje jej nagość. Aż pewnego dnia stoi ona na ulicy i pyta samą siebie "co ja tutaj kurwa robię?". Wszystkie twarze zwrócone ku niej. Każdy wzrok przeszywa ją na wylot. Śmiechy, wyzwiska, pogarda. Tak kończy się droga zwana zaufaniem. I już chyba lepiej żyć bez miłości i być taką prostytutką dla świata niż żyć z miłością, która uczyni Cię prostytutką dla samej siebie. Bo miłość to prostytucja. Dajesz siebie i otrzymujesz zapłatę. Tylko od tej drugiej osoby zależy czy będzie to szczęście czy ból. Czy zapłatą będzie uśmiech czy łzy. Miłość jest nieopłacalna. Zawsze na koniec miesiąca masz więcej strat niż zysków. Więc powiedz mi po co brnąć w to wszystko? Przecież sezon na samotność został już otwarty, a my jesteśmy zbyt dumni, by pokonać te wyżyny i zbyt mali, by dotknąć nieba.

Wyobraź sobie własne szczęście...


Wyobraź sobie swoje własne szczęście. Szczęście, które wypełnia każdą pustkę i każdy dzień. Wyobraź sobie chwile, w których zapominasz o wszystkich troskach, takie chwile, gdzie granice smutku przestają istnieć, a marzenia się urzeczywistniają. Potrafisz zdobyć się na odwagę i raz na zawsze zapomnieć o samotności? Potrafisz podjąć ryzyko i wziąć odpowiedzialność za los drugiej osoby? Za jej serce, poczucie bezpieczeństwa, każdy kolejny wspólny poranek? Czy potrafisz wyzbyć się bagażu przeszłości, by w końcu móc zacząć żyć tym co tu i teraz? Czy masz odwagę chwycić mnie za rękę i powiedzieć, że świat należy do nas? Czy jesteś gotów na trud doświadczeń, na nieporozumienia, na łzy szczęścia i smutku oraz na piekielny emocjonalny wysiłek? Zawsze trzeba umieć podjąć ryzyko. Nawet wtedy, gdy dzieli nas cholerna przepaść, a nasza wiara nie zdążyła zbudować mostu ku sobie. Bilans zysków i strat nie może być naszym drogowskazem. Bo jeśli człowiek będzie kierował się rozumem to prędzej czy później zapomni, że największą rolę w podejmowaniu decyzji stanowią uczucia. Dziś stoję nad przepaścią i widzę po drugiej stronie wszystko, czego pragnę. Widzę bezpieczeństwo, troskę, radość i miłość. Widzę czuły dotyk, delikatny pocałunek i uśmiech. I wiem już, że jeśli człowiek chce być szczęśliwy to musi przestać żyć przeszłością. Wiem także, że cuda się zdarzają i że warto wierzyć w drugiego człowieka. Zaczynam budować swój życiowy most. Z własnych uczuć i emocji.braź sobie swoje własne szczęście. Szczęście, które wypełnia każdą pustkę i każdy dzień. Wyobraź sobie chwile, w których zapominasz o wszystkich troskach, takie chwile, gdzie granice smutku przestają istnieć, a marzenia się urzeczywistniają. Potrafisz zdobyć się na odwagę i raz na zawsze zapomnieć o samotności? Potrafisz podjąć ryzyko i wziąć odpowiedzialność za los drugiej osoby? Za jej serce, poczucie bezpieczeństwa, każdy kolejny wspólny poranek? Czy potrafisz wyzbyć się bagażu przeszłości, by w końcu móc zacząć żyć tym co tu i teraz? Czy masz odwagę chwycić mnie za rękę i powiedzieć, że świat należy do nas? Czy jesteś gotów na trud doświadczeń, na nieporozumienia, na łzy szczęścia i smutku oraz na piekielny emocjonalny wysiłek? Zawsze trzeba umieć podjąć ryzyko. Nawet wtedy, gdy dzieli nas cholerna przepaść, a nasza wiara nie zdążyła zbudować mostu ku sobie. Bilans zysków i strat nie może być naszym drogowskazem. Bo jeśli człowiek będzie kierował się rozumem to prędzej czy później zapomni, że największą rolę w podejmowaniu decyzji stanowią uczucia. Dziś stoję nad przepaścią i widzę po drugiej stronie wszystko, czego pragnę. Widzę bezpieczeństwo, troskę, radość i miłość. Widzę czuły dotyk, delikatny pocałunek i uśmiech. I wiem już, że jeśli człowiek chce być szczęśliwy to musi przestać żyć przeszłością. Wiem także, że cuda się zdarzają i że warto wierzyć w drugiego człowieka. Zaczynam budować swój życiowy most. Z własnych uczuć i emocji.