Trzeba wierzyć, że po stracie czeka nas nowe otwarcie...Ale
zanim przyjdzie to otwarcie, bywa ciężko. - To czasami wygląda tak, jakbyśmy
stawali pośrodku ruchliwej ulicy, po której wszyscy pędzą we wszystkich
kierunkach...Nikt się nie zatrzymuje i wtedy to nasze trwanie bez ruchu na
środku autostrady wydaje się nie na miejscu...Ale stoimy, bo nie możemy się
ruszyć. To jest też dobra metafora tego, jak bardzo samotni czujemy się w
kryzysach, jak bardzo wydaje nam się, że inni nie widzą i nie rozumieją naszego
cierpienia...Myślę, że słowem kluczem do poradzenia sobie z najtrudniejszymi
sytuacjami w życiu jest "akceptacja"... Czyli zaakceptowanie zarówno
stanu, w którym się znajdujemy, jak i uczuć, które mu towarzyszą. Bronienie się
przed tym tylko utrudnia proces wychodzenia z kryzysu. Trzeba akceptować to, że
raz jest lepiej, raz gorzej. Nie powinniśmy robić niczego, co ekstremalnie wykracza
ponad nasze siły. Trzeba się przełamywać powoli...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz