Trzeba wierzyć, że po stracie czeka nas nowe otwarcie...Ale
zanim przyjdzie to otwarcie, bywa ciężko. - To czasami wygląda tak, jakbyśmy
stawali pośrodku ruchliwej ulicy, po której wszyscy pędzą we wszystkich
kierunkach...Nikt się nie zatrzymuje i wtedy to nasze trwanie bez ruchu na
środku autostrady wydaje się nie na miejscu...Ale stoimy, bo nie możemy się
ruszyć. To jest też dobra metafora tego, jak bardzo samotni czujemy się w
kryzysach, jak bardzo wydaje nam się, że inni nie widzą i nie rozumieją naszego
cierpienia...Myślę, że słowem kluczem do poradzenia sobie z najtrudniejszymi
sytuacjami w życiu jest "akceptacja"... Czyli zaakceptowanie zarówno
stanu, w którym się znajdujemy, jak i uczuć, które mu towarzyszą. Bronienie się
przed tym tylko utrudnia proces wychodzenia z kryzysu. Trzeba akceptować to, że
raz jest lepiej, raz gorzej. Nie powinniśmy robić niczego, co ekstremalnie wykracza
ponad nasze siły. Trzeba się przełamywać powoli...
Mieć taką osobę...
Wcale nie chodzi o fizyczność, o namiętne pocałunki i dotyk,
który sprawia, że masz gęsią skórkę na całym ciele,.. To wszystko jest ważne,
ale nie najważniejsze. Chodzi o to, żeby mieć w drugiej osobie partnera, kogoś
kto Cię wspiera bez względu na wszystko, kto Cię zrozumie, nawet jeśli ma
odmienne zdanie. Chodzi o to, abyście dyskutowali, kłócili się, bronili swoich
poglądów, żebyście poznawali swoje pasje, nie zamykali się w 4 ścianach, ma być
ciekawie, ma się dziać...
Chodzi o to by spotkać taką osobę, która sprawi, że będziesz
chciał być lepszym człowiekiem i Ci w tym pomoże...
Być mniej...
Ja bym chciała być prostsza...
I żeby mnie to wszystko tak nie kosztowało...
Żeby życie mnie tak nie bolało...
Odchodzić dla czyjegoś dobra to tak jakby komuś wbić sztylet
w serce tłumacząc, że zimne ostrze
załagodzi ból...
Proszę zrozum, że trzeba mi wszystko pokazać, powiedzieć
przyjedź, bądź, jesteś mi potrzebny nadal, naprawdę nie wiem, dokąd prowadzi
autostrada, i czy na końcu drogi, jest coś więcej niż prawda, o nas samych,
człowieka wzlotach i upadkach, ale między nami nie może być jak jest do
diabła...
W życiu wszystkiego trzeba spróbować. Trzeba zapalić
papierosa, upić się do nieprzytomności, tańczyć całą noc, zgubić telefon,
jechać w bagażniku, nieszczęśliwie się zakochać, pływać w nocy, zgubić się w
obcym mieście. Ale jeśli robisz coś złego, to przynajmniej baw się przy tym
dobrze. Może jutro będzie koniec świata. Przecież może....
Patrzę, jak miesza się, to czego nie ma i to, co jest…
Boję się...
Boję się miłości z Tobą, wiesz
Nie dlatego, że boję się śmierci
rozpadu, wilgotnej ziemi czy
długich rozstań, zauważasz tak niewiele
Tak łatwo zadajesz nowe rany, deklamujesz
puste słowa i burzysz wszystko
w zasięgu wzroku, jak orkan
obcy, i zimny jak życie
Gdy idę przed siebie, boję się,
że po prostu upadnę, przestanę
istnieć, bo Twoja siła wgniecie mnie w ziemię.
Mała refleksja...
Niedawno znalazłam bloga, w którym chłopak, tuż przed swoją
śmiercią pisał o uczuciach, tym samym żegnając się ze światem i swymi
najbliższymi...Spróbujcie postawić się na jego miejscu. Co byście zrobili,
gdybyście się dowiedzieli, że za parę tygodni umrzecie? Sądzę, iż z pewnością
wykorzystalibyście czas na naprawianie swoich błędów, może także
spróbowalibyście zrealizować swoje najskrytsze, dotąd niespełnione marzenia…
Ta sytuacja jest pełna współczucia… Jednym pocieszeniem jest
to, iż choć odszedł za młodu to nigdy nie zostanie zapomniany…Będzie wiecznie
mieszkał w sercach najbliższych oraz osób, które choć go nie znały to pokochały
czytając jego ostatnie zapiski z pamiętnika…
Nasuwa mi się mała refleksja…Jaki jest tak naprawdę sens
naszego bytu?...Wydaje mi się, iż żyjemy po to, aby znaleźć właściwą drogę
życia, uczyć się na błędach i na podstawie obserwacji dążyć do doskonałości
duchowej…Życie pozornie wydaję się długie…My, ludzie tracimy czas często na
błahe sprawy, jakimi jest użalanie się nad sobą i nad swoją egzystencją..
Zamiast tego powinniśmy wykorzystać go na dążenie do swoich życiowych celów i
okazywania pozytywnych uczuć swoim bliskim…Carpe diem…Zmieńmy nastawienie życiowe
na bardziej optymistyczne, więżąc, iż dzięki naszemu samozaparciu i chęci walki
z trudnościami losu nasza rzeczywistość może stać się bardziej kolorowa…Bądźmy
w pełni gotowi na śmierć, świadomi, iż jeśli odejdziemy z tego śwNiiata, to
patrząc obiektywnie na swoje życie, będziemy mogli powiedzieć, że przeżyliśmy
je najlepiej jak potrafiliśmy i z wielką godnością...
Księżniczka...

Żyła sobie raz księżniczka. Pewnego dnia spotkała swego
księcia. Zakochała się tak jak zakochuje się tylko raz w życiu.
Pewnej nocy , siedząc już w swoim wielkim łóżku, rozmyślała
i postanowiła dać mu prezent. Wyjątkowy. Taki, jakiego nikt jeszcze nie dostał.
Wzięła swoje kruche serce i przedzieliła je na pół. Dokładnie na pół. Nie
więcej , nie mniej. Jedną połówkę schowała w swojej piersi. Zabiło mniej niż
kiedyś, ale księżniczka czuła że taki był los tego serca. By podzielić się nim
kiedyś i by trafiło właśnie do niego. Drugą połówkę zapakowała starannie w
piękne czerwone pudełko i posłała księciu przez swojego gońca.
Książe zdziwił się tym prezentem. Z jego bladego uśmiechu
nie można było wyczytać co dokładnie myśli i czuje.
Od tej pory książę zaczął się oddalać od księżniczki. Dała
mu dowód swojej miłości. Ofiarowała mu swoją połówkę serca. Stała się w jego
oczach mniej atrakcyjna. Nie czuł potrzeby zdobywania jej już więcej. Miał ją
już . Miał jej serce. Po co mu więcej?
Któregoś dnia książę zniknął z życia księżniczki. Od tej
pory żyła tylko z jedną połówką serca. Nadal Go kochała.
Już zawsze miało tak być. Już nigdy miała nie odzyskać
swojej drugiej połowy i już zawsze miała kochać tylko jego...
Równowaga naszego życia...
Najpiękniejszy uśmiech to taki uśmiech, który w jednej
sekundzie staje się Twoim całym światem. To uśmiech rzetelny, delikatny, ale
jednocześnie cholernie gorzki. Uśmiech to słońce naszego serca - im więcej bólu
w nim nosimy, tym jaśniej się uśmiechamy. Każda porażka, zwycięstwo, radość,
rozpacz to promyki naszych emocji. I mimo tego, że pragniesz wszystko zachować
głęboko w sobie, Twoje ciało zdradza tajemnicę Twojej duszy. A oczy?
Najpiękniejsze oczy to te, które przelały morze łez. To oczy, w których w jednej
sekundzie potrafisz zobaczyć swoje całe życie, są jak magnes, który przyciąga
Twoje serce, by zrodzić w Tobie największe pragnienie pożądania. Czemu o tym
mówię? Bo skoro mamy miłość i nienawiść, smutek i radość, dzień i noc - to
musimy również mieć uśmiech i łzy. Na tym polega równowaga naszego życia, raz
spadamy na sam dół, by dostrzec to, czego wcześniej nie docenialiśmy, zaś
nazajutrz wzbijamy się ku górze, by w końcu rozłożyć skrzydła i polecieć - ku
przyszłości, marzeniom i szczęściu. I musimy to uszanować - uszanować prawa
natury. Ludzki los jest wielką niewiadomą, lecz w naszych dłoniach staje się on
życiowym drogowskazem. Czasem mamy ochotę zawrócić, czasem zabłądzimy czy
obierzemy złą drogę... ale co z tego? Za wszelką cenę musimy iść przed siebie,
dla własnego szczęścia, spełnienia, po to, aby odnaleźć w końcu swoje
najcichsze pragnienia. Wiecie... moje życie to ciągła ucieczka, zdarza się, że
pamięć o tym co było sprawia, że boję się tego co będzie. Nie potrafię spojrzeć
w lustro i powiedzieć "jestem spełnionym człowiekiem" - od wielu lat
jestem tylko samotnym podróżnikiem, który na próżno wydziera sobie serce z
klatki, by odnaleźć swój eden. Raj nie istnieje to już wiem na pewno, ale czy
niepewność nie jest czasem gorsza od nienawiści i bólu? Zupełnie nie wiem jakie
plany ma dla mnie Bóg, a chciałabym móc w końcu powiedzieć, że nie boję się
jutra, że kocham życie jakim jest, że pragnę za wszelką cenę iść dalej i tkwić
w swoich wybujałych marzeniach tak głęboko, by po pewnym czasie poczuć powiew
spełnienia na plecach. Zawsze, gdy piszę o sobie mam ciarki... to ze strachu,
że wszystko co mnie otacza jest tylko wytworem wyobraźni. Ciągle budzę się w
nocy ze smakiem naiwności na ustach i czuję... czuję tą piekielną gorycz, która
wyjada moje uczucia ze środka, czuję pustkę, bo gdy zamknę tylko powieki,
wydaje mi się, że już nie istnieję, że to koniec, że nie ma już mnie, nie ma
tej odwiecznej walki ze światem o swoje szczęście, nie ma już nic, wszystko
pryska. Pojawia się tylko czarna fala bólu, która knebluje mi usta... i nagle
sekunda staje się wiecznością, wszystko traci swój sens i w momencie, gdy
jesteś już gotowy na to, by ostatecznie odejść, pożegnać się ze wszystkim i
pogodzić z losem - czujesz delikatny takt bicia serca. Wtedy na horyzoncie pojawia
się ten promyk - promyk słońca zwany uśmiechem. Pojawia się i daje nadzieję -
nadzieję na to, że nie wszystko stracone, że nie zatraciłam siebie, że jeszcze
nie przegrałam i nie zgubiłam swojego "ja"... że mam szansę. Szansę
na bycie lepszą, na bycie kobietą...
Bo miłość to prostytucja...

Umarłam dziś. Umarłam wczoraj. Umrę też jutro i za tydzień.
Każdego dnia będę umierać w imię tej miłości. Każdego dnia będę zbierać plon,
który we mnie zasiałeś. Każdego dnia będę wstawać i poetycko łkać. Nie chcę
rozliczeń. Nie chcę niczego. Najchętniej wstałabym i zaszyła się w zakamarkach
własnej samotności. Jestem ubogo-bogata w emocje. Ale wiara i nadzieja w
drugiego człowieka powinna być skąpo ubrana. Mogłaby nawet zostać prostytutką.
Zawsze to lepiej, gdy masz świadomość, że wyszła ona na ulicę z własnej woli i
te wszystkie spojrzenia są codziennością i nawet już nie wzbudzają pogardy, bo
wszyscy ją znają i wiedzą kim jest. Najgorzej jest wtedy, gdy wiara i nadzieja
przyodzieją się po samą szyję, a później z każdym kolejnym dniem drugi człowiek
coraz bardziej i bardziej eksponuje jej nagość. Aż pewnego dnia stoi ona na
ulicy i pyta samą siebie "co ja tutaj kurwa robię?". Wszystkie twarze
zwrócone ku niej. Każdy wzrok przeszywa ją na wylot. Śmiechy, wyzwiska,
pogarda. Tak kończy się droga zwana zaufaniem. I już chyba lepiej żyć bez
miłości i być taką prostytutką dla świata niż żyć z miłością, która uczyni Cię
prostytutką dla samej siebie. Bo miłość to prostytucja. Dajesz siebie i
otrzymujesz zapłatę. Tylko od tej drugiej osoby zależy czy będzie to szczęście
czy ból. Czy zapłatą będzie uśmiech czy łzy. Miłość jest nieopłacalna. Zawsze
na koniec miesiąca masz więcej strat niż zysków. Więc powiedz mi po co brnąć w
to wszystko? Przecież sezon na samotność został już otwarty, a my jesteśmy zbyt
dumni, by pokonać te wyżyny i zbyt mali, by dotknąć nieba.
Wyobraź sobie własne szczęście...
Wyobraź sobie swoje własne szczęście. Szczęście, które wypełnia każdą pustkę i każdy dzień. Wyobraź sobie chwile, w których zapominasz o wszystkich troskach, takie chwile, gdzie granice smutku przestają istnieć, a marzenia się urzeczywistniają. Potrafisz zdobyć się na odwagę i raz na zawsze zapomnieć o samotności? Potrafisz podjąć ryzyko i wziąć odpowiedzialność za los drugiej osoby? Za jej serce, poczucie bezpieczeństwa, każdy kolejny wspólny poranek? Czy potrafisz wyzbyć się bagażu przeszłości, by w końcu móc zacząć żyć tym co tu i teraz? Czy masz odwagę chwycić mnie za rękę i powiedzieć, że świat należy do nas? Czy jesteś gotów na trud doświadczeń, na nieporozumienia, na łzy szczęścia i smutku oraz na piekielny emocjonalny wysiłek? Zawsze trzeba umieć podjąć ryzyko. Nawet wtedy, gdy dzieli nas cholerna przepaść, a nasza wiara nie zdążyła zbudować mostu ku sobie. Bilans zysków i strat nie może być naszym drogowskazem. Bo jeśli człowiek będzie kierował się rozumem to prędzej czy później zapomni, że największą rolę w podejmowaniu decyzji stanowią uczucia. Dziś stoję nad przepaścią i widzę po drugiej stronie wszystko, czego pragnę. Widzę bezpieczeństwo, troskę, radość i miłość. Widzę czuły dotyk, delikatny pocałunek i uśmiech. I wiem już, że jeśli człowiek chce być szczęśliwy to musi przestać żyć przeszłością. Wiem także, że cuda się zdarzają i że warto wierzyć w drugiego człowieka. Zaczynam budować swój życiowy most. Z własnych uczuć i emocji.braź sobie swoje własne szczęście. Szczęście, które wypełnia każdą pustkę i każdy dzień. Wyobraź sobie chwile, w których zapominasz o wszystkich troskach, takie chwile, gdzie granice smutku przestają istnieć, a marzenia się urzeczywistniają. Potrafisz zdobyć się na odwagę i raz na zawsze zapomnieć o samotności? Potrafisz podjąć ryzyko i wziąć odpowiedzialność za los drugiej osoby? Za jej serce, poczucie bezpieczeństwa, każdy kolejny wspólny poranek? Czy potrafisz wyzbyć się bagażu przeszłości, by w końcu móc zacząć żyć tym co tu i teraz? Czy masz odwagę chwycić mnie za rękę i powiedzieć, że świat należy do nas? Czy jesteś gotów na trud doświadczeń, na nieporozumienia, na łzy szczęścia i smutku oraz na piekielny emocjonalny wysiłek? Zawsze trzeba umieć podjąć ryzyko. Nawet wtedy, gdy dzieli nas cholerna przepaść, a nasza wiara nie zdążyła zbudować mostu ku sobie. Bilans zysków i strat nie może być naszym drogowskazem. Bo jeśli człowiek będzie kierował się rozumem to prędzej czy później zapomni, że największą rolę w podejmowaniu decyzji stanowią uczucia. Dziś stoję nad przepaścią i widzę po drugiej stronie wszystko, czego pragnę. Widzę bezpieczeństwo, troskę, radość i miłość. Widzę czuły dotyk, delikatny pocałunek i uśmiech. I wiem już, że jeśli człowiek chce być szczęśliwy to musi przestać żyć przeszłością. Wiem także, że cuda się zdarzają i że warto wierzyć w drugiego człowieka. Zaczynam budować swój życiowy most. Z własnych uczuć i emocji.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










